|
Blog > Komentarze do wpisu
W dwa ognie
Ostatnio doszłam do wniosku że gdy ma się więcej niż jedno dziecko to bezwzględnie należy z nimi rozmawiać pojedynczo. Nigdy nie wdawać się w dyskusje gdy podział sił jest nierówny. Chyba że ta nierówność działa na moja korzyść. Niestety nigdy nie można mieć takiej pewności. Lepiej nie ryzykować.
Ponieważ jestem chora więc mam nieco przytępioną inteligencję i tracę czujność. Dzieci wykorzystują to bezlitośnie. Zasiedliśmy do obiadu. Bardzo miło. Kasza gryczana, pieczony kurczak, pomidory i marynowane buraczki.
- O skończyły się buraczki - ucieszyła się Helenka. - Będziemy musieli kupić - Janek dopisał do listy w głowie. - One nie są kupione - zauważyłam zapominając że nie nalezy podejmować rękawicy. - To skąd się wzięły? - podejrzliwie spytała córka - Zrobiłam je - nutka dumy zabrzmiała w moim głosie bo faktycznie wyprodukowałam w tym roku pewna ilość przetworów. - Sama? - Helenka nie dowierzała - Tak. - Tak? Wlałaś wodę i wyrosły Ci w słoiku - Janek zmienił ton na ironiczny. - No nie. Pokroiłam buraki, wrzuciłam do słoików i zalałam marynatą. - Ale buraki musiałaś kupić! - triumfalnie krzyknął Janek - Nie kupiłam! - już poczułam smak zwycięstwa. - To skąd je mamy? - Wujek przywiózł. Wyrosły u cioci w ogródku. - Taaak...wyrosły...? A powiedziałaś że je zrobiłaś - Helenka zakończyła rozgrywkę. niedziela, 25 października 2009, kotpstrot
|
|